Witamy na domowym blogu naszego rudego stworzenia!

W polu

        Chcemy, żeby Draka nie była tylko psem  wystawowym ani kanapowym, ale żeby rozwijała to, do czego została stworzona -  pasje pracy w polu. 
Zaczęliśmy ambitnie uczyć ją i siebie ( właściwie to nie wiem kto kogo uczył).
Biegaliśmy więc po polach w zimie, w deszcz, w upał. Linka, gwizdek, saszetka z nagrodami, gumiaki stały się naszymi ulubionymi gadżetami. Oj, nie było czasem łatwo, zwłaszcza jak Draka pognała za ptakami głucha na gwizdek, a ja ze strachu, ze zginie wpadałam w histerię. Ale patrzenie jak okłada pole, jak pięknie łapie wiatr, jak wystawia bażanty i jaka jest szczęśliwa przy tym - nagradza wszystkie stresy. 





























W lecie pojechaliśmy uczyć się do mądrzejszych. Giuseppe Molinari pomagał nam i innym zapaleńcom ćwiczyć wystawianie - na przepiórkach.




















             


No i jeszcze przecież trzeba było poćwiczyć "skłonność do pracy w wodzie. Nauka pływania okazała się nie taka znów prosta. Chyba popełniliśmy błąd, że w wieku 3 miesięcy próbowaliśmy ja zachęcać do pływania w zalewie solińskim - pływała w stylu chlapiącym, ale potem już sama nie wyrażała chęci do zanurzenia się do wody głębszej niż po szyje. Baraszkowanie, zabawa w wodzie- owszem, bardzo chętnie, ale pływanie ... co to, to nie. Pierwsza próba  wyglądała dość dramatycznie :





Ale zabawy nad rzeczką - super!!!









W słonej wodzie - to nie bardzo !





Ale powoli,  powoli okazywało się, ze pływanie jest fajne!






Doczekaliśmy się nagrody za nasze starania -  na próbach polowych udało się zdobyć 4 pkt

Tuż przed próbami polowymi znowu pojechaliśmy po nauki do mistrza Giuseppe. To były naprawdę pracowite dni - przed południem pole, po południu woda.






















No i wreszcie dzień, w którym miało się okazać  jakie są efekty naszej pracy  - Próby Pracy w polu ( Piotrków Trybunalski) .











Najpierw próba strzału - w porządku, dalej woda - udało się! Było to tak ...(filmik poniżej)
Niestety to, co najważniejsze dzieje się za krzakami.






Potem jedziemy na pole i ... Drake ugryzła osa.  Tuż przed tym jak właśnie była nasza kolejka, dziewczyna tarzała się po trawie, kręciła się w kółko, nie mogłam jej uspokoić. Myślałam, że nie damy rady, ale zew pola okazał się silniejszy. Wystawiła zająca, szukała zawzięcie ptaków i może tylko (po osie) biegała nieco wolniej  niż zwykle. Ale efekt osy był też taki, że z tego wrażenia słuchała mnie jak rzadko, więc dyscyplina wypadła na cztery punkciki.
 I wracamy z pola zadowolone.







Bardzo cieszymy się z dyplomu I stopnia, 4 miejsca, tym bardziej, ze to nasza samodzielna amatorska praca.













                Teraz już chodzimy sobie w pole dla czystej przyjemności. Draka szuka ptaków jak szalona, potrafi zlokalizować nawet kilkanaście na jednym spacerze. Ale.... z tym wiąże się nasza największa słabość - dyscyplina w polu. Jak jest w transie, to zapomina o wszystkim, biegnie gdzie ją nos prowadzi głucha na gwizdek i wołanie. Znika w chaszczach , za górkami , a ja - domyślacie się co przeżywam. Bardzo się boję, że zgubi się, albo wybiegnie ma drogę i .... 
Chciałam psa myśliwskiego - to mam. Czasem myślę sobie: " Po co ja głupia rozbudzałam w niej tę pasję? Gdybym tego nie zrobiła chodzilibyśmy sobie na grzeczne spacerki, suka słuchałaby tak, jak słucha, kiedy jest w domu, w ogrodzie, u znajomych, w mieście itp." 
Co mogę teraz zrobić, żeby słuchała? Nie wiem. Znajomi szkoleniowcy mówią - tylko elektroniczna obroża! I że to dla jej dobra, bo to jest skuteczne, wiec  będzie bezpieczna.
Dla mnie to zbyt  "drakońskie" metody jak na Drakę (na inne psy tez).  Więc co???


                                                                                   


   Aż nadeszła zima zła. Mróz nie mróz - obowiązki wzywają.Trzeba szukać bażantów nawet w temperaturze  
   - 15 stopni.


                                                                                  
     W 23 miesięcznicę życia niespodzianka - bliskie spotkanie z obiektem ciągłych poszukiwań. Sam koniec sezonu - i  po ptakach.


                                                                                      
  
          W polu obiektem pożądania są głownie bażanty, ale... zdarzają się też inne bliskie spotkania, budzące zdziwienie. Nie wiadomo, czy to coś wystawiać, czy obszczekać- wygłosić,  czy bać się tego, czy to do zabawy się nada? Zabawnym było obserwować wszystkie te reakcje na raz - pomieszanie z poplątaniem.



Sprawa dyscypliny w Draki w polu została rozwiązana pomyślnie. Jak? Otóż dałam się w końcu nakłonić na kupno tego piekielnego  elektrycznego urządzenia. Najpierw mój mąż zaoferował się wypróbować to na sobie, potem sama zaaplikowałam sobie impulsy, żeby się przekonać, ze to nie takie znowu straszne. 
Z bolącym sercem w końcu założyliśmy to psu i ruszyliśmy pole. Najpierw jak zwykle Draka biegnie w swoim polnym transie, ja jak zwykle gwizdam na powrót i jak zwykle reakcji nie ma. Więc wysyłamy impuls dzwiękowy - dalej gna. Wtedy aplikujemy słaby (3 w 10stopniowej skali) impuls korekcyjny - Draka  lekko pisnięła i położyła się przestraszona na ziemi , zawołałam ją  - przyszła z podkulonym ogonkiem. Wysyłam ją znowu z komendą naprzód- szukaj, pobiegła, ale z mniejszym entuzjazmem niż zwykle. Rozkręciła się jednak szybko, wtedy znów ją przywołuję gwizdkiem - nie ma reakcji - sygnał dźwiękowy z obroży i ...... nasze zdziwienie - Draka wraca znowu nieco skulona. Pochwały entuzjastyczne, radość Pani i Pana. Znów ja wysyłam, ale ona jakoś straciła ochotę na bażanty, więc daliśmy spokój i skończyliśmy pierwszą próbę.Miałam mieszane uczucia, bałam się, że zrazi się do biegania "pracy w polu", raczej widziałam tę próbę w kategoriach porażki niż sukcesu. Na drugi dzień znowu idziemy , ale Draka jak zwykle podniecona rusza w poszukiwania, gwizd na powrót i.... szczena mi opada ...ona wraca na sam, zwykły gwizdek. Powtarzamy sytuacje - znowu wraca, kolejny raz - wraca. Nie mogliśmy uwierzyć!!! Od tego czasu jest pięknie. Wystarczy zagwizdać i pies przychodzi. Ona jest teraz aniołem. Niewiarygodne , ze jednorazowe użycie prądu  wystarczyło, żeby wróciła nasza dawna zdyscyplinowana Draka. Ona pozbyła się linki, ja stresu (no może nie do końca jej jeszcze ufam, ale wszystko jest na dobrej drodze).


   


To niezbyt roztropne, że publicznie przyznałam się do użycia teletaktu.  Uważam, że to była jednak dobra decyzja ( użycie,  nie przyznanie się). Pewnie niektórzy czytający będą "wieszać na mnie psy"!


Lato niestety już minęło, zaczęła się trzecia jesień w psim życiu. Za to bażantów na polach więcej, więc szczęśliwość psia też wzrasta.





      Zima 2012. Najpierw łagodna w wydaniu bardziej jesiennym, a pod koniec stycznia mroźna. Psa z kulawą nogą by nie wygnał, ale Drakuli nie przeszkadza kilkanaście stopni mrozu ani zawierucha - w głowie ma tylko jedno : wywietrzyć ptaka, może zająca, albo chociaż sarnę!!! 


      
     I w lesie jest czego szukać.